Niebezpieczne składniki wody

06-02-2019

Niebezpieczne składniki wody

Dynamiczny rozwój nowych technologii i rozbudowa przemysłu powodują, że czysta woda staje się deficytowa. W wodzie spotykamy coraz więcej substancji, które przedostają się do jej ujęć ze ścieków fabrycznych i z nawożonych obszarów rolnych. Czy potrafimy poradzić sobie z niepożądanymi składnikami wody dostarczanej do naszych mieszkań?

Co w kranie?

W wodociągach płynie przeważnie woda chlorowana. Chlorowanie jest powszechnie stosowaną metodą uzdatniania wody dla gospodarstw domowych. Wprawdzie ilość chloru w wodzie z kranu jest wielokrotnie mniejsza niż np. w basenie, jednak gaz ten wchodzi w reakcje chemiczne z mikroorganizmami, znajdującymi się w wodzie, tworząc różne szkodliwe związki. Badania, jakie prowadzili amerykańscy uczeni wykazały, że woda chlorowana ma właściwości kancerogenne, zwłaszcza w odniesieniu do pęcherza moczowego i jelit. Zwraca się też uwagę, że woda chlorowana jest szkodliwa również dla skóry, przez którą chlor jest wchłaniany do organizmu, gdzie tworzy toksyczne i rakotwórcze związki chemiczne.

Woda z kranu może zawierać metale ciężkie, w tym ołów i miedź. Jest to możliwe wszędzie tam, gdzie wciąż funkcjonują stare instalacje hydrauliczne. Od 3 maja 2011 roku obowiązują zmienione normy w przepisach odnoście wody pitnej; dopuszczają one zawartość ołowiu maksymalnie 0,01 miligrama na litr w próbce wody, reprezentatywnej dla danego tygodnia. Przy stwierdzeniu przekroczenia tej normy konieczna jest renowacja lub wymiana rur i złączek zawierających ołów. Leży to w gestii przedsiębiorstwa wodociągowego w przypadku sieci do przyłącza do budynku, a właściciela obiektu w przypadku sieci wewnętrznej.

Zawartość miedzi w wodzie pitnej według powyższych norm wynosi – analogicznie – maksymalnie 2 mg na litr. W nowych instalacjach miedzianych poziom ten może być nieco wyższy do czasu wytworzenia się warstwy ochronnej.

Innymi szkodliwymi pierwiastkami są mangan i arsen, przy czym ten ostatni ma silne działanie rakotwórcze. Z kolei manganowi przypisuje się sprzyjanie chorobom układu nerwowego, w tym chorobie Parkinsona.

Moda na naturę

W 2018 roku za oceanem wyodrębnił się nowy eko-trend, zwany raw water (surowa woda). Polega on na lansowaniu picia i używania w kuchni wyłącznie wody wprost z jej naturalnego źródła, bez procesu uzdatniania. Z naturalnego źródła, a więc mieści się w tym pojęciu deszczówka, woda gruntowa, jeziorowa, rzeczna, źródlana i studzienna.

Naturalne pochodzenie i niepoddanie tej wody jakimkolwiek procesom technologicznym ma, według jej zwolenników, zachować jej właściwości prozdrowotne, między innymi:

  • Zawartość probiotyków (flory bakteryjnej), korzystnie wpływających na funkcjonowanie przewodu pokarmowego

  • Zawartość soli mineralnych, które są wypłukiwane w procesie uzdatniania

  • Brak chloru, fluoru i metali ciężkich, mogących przedostać się do wody w przewodach wodociągowych

  • Lepsze od wody uzdatnionej własności nawadniające

  • Znacznie lepsze walory smakowe

  • Miękkość, sprzyjająca lepszemu rozpuszczaniu dodatków spożywczych, myjących i piorących.

Moda ta już trafiła do Europy i dość szybko znajduje uznanie. Jednak lekarze zaczynają bić na alarm. Otóż zwolennicy raw water podnoszą, że nie zawiera ona chloru, promieni UV, ozonu i innych elementów, stosowanych przy uzdatnianiu, a mogących szkodzić. Tymczasem woda taka zawiera drobnoustroje, które nie zostały unieszkodliwione. Mimo to surowa woda osiąga w USA astronomiczne ceny – w przeliczeniu nawet około 3,5 dolara za litr, a sprzedawana jest – uwaga – w sklepach ze zdrową żywnością. Do tej pory nie opublikowano jednak przekonujących dowodów na jej dobroczynne działanie, dlatego nie należy ślepo ulegać modzie.

Warto natomiast filtrować wodę. Oczyszczanie wody było stosowane już w starożytności, w Grecji znane były własności filtrujące węgla drzewnego, a w Egipcie – ałunu. Współczesne filtry gwarantują czystą i zdrową wodę w nieograniczonych ilościach. Należy jedynie zakupić filtr z renomowanej firmy, z okresowym serwisem zapewniającym wymianę i konserwację. Nie jest to wielka inwestycja, a zwraca się dość szybko, koszt przefiltrowanej wody jest o wiele niższy od wody mineralnej, kupowanej w butelkach. Taką wodę można bez żadnych obaw pić wprost z kranu i dawać do picia dzieciom.

 

Autor: Anna Kucal, Strefawodna.pl